Mój pamiętnik

WZROK U MNIE PRAWIE NIE ISTNIEJE

5 (100%) 2 vote[s]

WSZYSTKO ZBYT PIĘKNE BY BYŁO PRAWDZIWE

 

 

Tak zawsze jest dlatego nie uznaje czegoś co nazywa się nadzieja by unikać w życiu choć trochę rozczarowań, ktore sa często konsekwencją nadziei. Ostatnio po wielu próbach nie udało mi się założyć soczewek. A plan był taki bo badaniach przez okuliste, że soczewki by choć trochę poprawić swój wzrok i korygować oczoplas. Okulary alternatywnie z rana czy na wieczór. By oczy odpoczely od soczewek. Stwierdzono u mnie wysoka krotkowzrocznosc czyli minus 8 i minus 7 dioptri. Zalamana byłam tym totalnie. Choć wtedy już zauważyłam, że na badaniach i tak pomimo tak silnych szkieł dalej prawie nic nie widziałam przez nie. Lecz myślałam, że to szok dla oczu był.

 

 

 

Tak czy siak ten plan leczenia moich oczu i poprawienia widzenia nie wypalił. Została opcja zabueg laserowy. Po konsultacji z bliską osobą doszlam do wniosku, że fundusze na leczenie oczu zamiast tutaj w Brzegu dac na wizyte lekarska, na soczewki i na okulary przeznacze na badania w klinice we Wrocławiu. By sprawdzono czy mój wzrok kwalifikuje się do zabiegu. Jeżeli tak. Pewna osoba miała mi zabieg wziąść na raty. To koszt 6500 zł. Raty po ok.180 zł miesięcznie. Dla mnie nie mozliwe do spłacania. Lecz na tą chwilę myślę by choć trochę lepiej widzieć. A ratami bede martwić się później.

TAK WYGLĄDAŁAM WCZORAJ PRZED WYJAZDEM….. PEŁNA OPTYMIZMU I WIARY W LEPSZE

 

 

WCZORAJ NADSZEDŁ DZIEŃ BADAŃ

 

Wraz z przyjaciółką jako moim opiekunem pojechałam do Wrocławia. Pełne obaw, że przez zanizona odporność oraz przez epilepsje bądź oczoplas mnie nie zakwalifikuja. To po zapoznaniu się z wieloma przeciwskazaniami do zabiegu mnie dotyczyło. Lecz za zgodą moich lekarzy prowadzących m. in neurologa te sprawy nie miały by znaczenia….

Jechałam tam z silnymi minusami i oczoplasem. Choroby w 21 wieku bezproblemu usowane w ciągu paru minut laserowo. Więc pełna pozytywnych myśli i z uczuciem, że za jakiś czas zacznę choć ludzi na ulicy rozpoznawac… Nie żyłam przekonaniem, że bede miec po tym super wzrok. Chciałam choć tyciu lepiej widzieć. Bo naprawdę teraz jest krytycznie. Telefon jak piszę bloga itp. mam prawie przy nosie. Na metr wszystko jest rozmazane całkowicie. I te uciekajace oczy każde kiedy chce i w, która stronę chce… To jest tak okropne. Tak bardzo utrudnia proste czynności choć by opciecie paznokci u rąk czy stóp. Nigdy jeszcze sama tego nie zrobiłam. Zawsze robiła to mama, mój eks, a teraz kolega, z którym mieszkam. Bo ja poprostu tego w ogóle nie widzę. I wiele jest czynności, których nie jestem w stanie wykonać. Nawet wydawało by się tak prostych….

I tak o to zrobiona mi wczoraj badania przeróżne…. I główny lekarz wziął mnie na poważna rozmowę. Jego słowa brzmiały dla mnie tak jakby mi mówił, że mam raka złośliwego. Moje życie się w tym momencie zalamalo. Mianowicie okazało się, że ja prawie w ogóle nie widzę. Pani doktor powiedziała, że jestem osobą prawie nie widoma. W badaniach na tablicy SNELLENA podstawowe badanie wykazało, że widzę tylko poziom 2. Czyli ostrość mojego widzenia to 0,2. Przedostatni poziom do calkowiego nie widzenia. To jeszcze nic. Po zakładaniu szkieł aż do najsilniejszych dalej nie było prawie różnicy w moim widzeniu.

 

MOJ WZROK PRAWIE W OGÓLE SIĘ NIE ROZWINĄŁ

 

Dlaczego tak było? Bo okazało się, że mój wzrok jak byłam dzieckiem zatrzymał się w rozwoju. Przez oczoplas i ogromną różnicę w oczach bo okazało się, że nie mam minus 7 i 8 dioptri, a minus 5 i minus 9 wzrok jak byłam malutka przestał pracować. I szlak go trafil. I nie jestem krotkowidzem z oczoplasem jak od dziecja mi wmawiali lekarze. Jestem osobą bardzo niedowidzaca. Lekarka powiedziała, że to co widzę teraz to jest praktycznie nic. Ubierając okulary minimalnie robi się różnica. Kiedy ksoba z krótkowzrocznoscia i z takimi minusami jak ja w okularach bardzo dobrze widzi. Po byciu w okularach 15 minut i ich zdjęciu przez jakiś czas wystąpiła u mnie całkowita ślepota. Teraz już wiem czemu za dziecka jak chodziłam do szkoły pomimo okularów bardzo silnych i szklach grubych jak ,denka od jaboli’ siedząc w pierwszej ławce dalej nie widziałam co pisze na tablicy.

Po usłyszeniu tego wszystkiego moje pytania były takie, że dlaczego nie mogę mieć zabiegu?

Bo wada musi być ustabilizowana. Moja niejest gdyż wzrok jest niedorozwiniety. I ryzyko jest, że w 50% z poziomu drugiego smoczy na poziom 4, który często mają osoby z minusami po 15 dioptri.. A 50%, że po zabiegu całkiem stracę wzrok.

Pytanie moje drugie było czy to już tak zistanie czy będzie gorzej?

Odpowiedz była niezbyt zadowalająca. Jest taka możliwość, że tak już zostanie na lata gdyż osiągnęłam już dawno dorosłośc i się nie rozwija już organizm. Aczkolwiek oczoplas i inne czynniki mogą to pogorszyc i doprowadzić do całkowitej utraty wzroku.

To był już cios jak by mi ktoś powiedział, że zostały mi np. 2 lata życia. Może wydać Wam się to zabawne to porównanie. Lecz tak sie poczułam i dalej się tak czuję. Zalamalam się psychicznie. Ja już ledwo funkcjonuje, a jak całkiem przestanę widzieć? Dotego inne choroby, ktore mnie wykanczaja. To naprawdę jest jak wyrok śmierci.

 

MÓJ WZROK I CZY DA SIĘ COŚ ZROBIĆ?

 

Praktycznie nic się nie da. Lecz Pani Doktor kazała jechać do kliniki w Katowicach. Gdyż mają znacznie lepszy sprzęt. I może zdecydują się podjąć zabiegu badz operacji chirurgicznej by chociaż uzyskać poziom 4. Bo nie ma szans na większy. Chodzi o to by oddalić mnie choć trochę od utraty całkowitej wzrok. I choć minimalnie poprawić moją jakość widzenia czyli życia.

 

Dziś dzwoniłam do Katowic. Przedstawiłam sytuację. Pan który jest od rejestracji ma skonsultować sie z lekarzami czy dadzą choć szansę, że spróbują podjąć się operacji moich oczu. Problem w tym, że jeżeli tak. To nie będzie mnie stać na to. Gdyż pizyczka, która mozna mi wziąść to maks 7000 zł, a i tak nie ma z czego spłacać. Bardziej skompliowane zabiegi i operacje to ok 15- 20 tysięcy złotych.

Szczerze? Chcę walczyć. Chcę spróbować każdej możliwości. Przejść jak najwięcej badań. Lecz z drugiej strony jestem załamana psychicznie. Bo boję się, że nic się jednak nie da zrobić, a jeżeli nawet to po prostu nie będzie mnie na to stać. Od wczoraj placze. Samo tak z siebie wylazi. Takie mam napady. Nic mi się niechce. Prawie cała noc niespalam. Od wczoraj nic nie jem. Odrzuca mnie. Poprostu chęci do życia straciłam. Za dużo chorób, za dużo problemów, a to już dopieczetowalo to wszystko. Czuję się jak w klatce zamknięta. Klucze zostały zgubione. I ja nie mogę wyjść. I nigdy nie będę mogła……

 

ZAPRASZAM NA INNE BLOGI:

Psychologia i pomoc

Radość życia z hobby

Wędkarstwo z pasją

 

 

Zdjęcie tytułowe wzięte z internetu.

 

 

Jestem 28 letnia optymistką pomimo,że życie daje mi nie źle popalić.Interesuję się muzyką rock i metal,zwierzętami,fotografią i kocham czytać książki,zwłaszcza horrory

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: