Moja przeszłość

MAMA CZEMU TAK ODESZLA W INNY SWIAT

5 (100%) 2 vote[s]

WCZORAJ DOPADŁO MNIE PYTANIE CZEMU? I FILM ZACZĄŁ PRZEWIJAC SIĘ OD POCZĄTKU….

Staram się nie wracać do wspomnien. Nawet tych dobrych. Zresztą wiecie czemu. A jak nie wyżej link wspomnienia:-). Lecz są czasem takie ,napady’, że nie jestem w stanje wyrzucić ich z moich myśli. I z sekundy na sekunde robią się bardziej złośliwe, wyraziste i sprawiają straszny ból. I powoduja te okropne pytanie- Czemu? I tak o to wczoraj w sumie w nocy przypuscily atak na mnie. Moja Mama i jej śmierć były właśnie tymi okropnymi myślami.

Już zapewne wspominałam o tej sytuacji jak w roku 2016 jeden z miesięcy był po prostu tragedią. Czyli Listopad…. Od 1 dnia, a dokładnie od przejścia z godziny 00 na następny dzień. W ogóle tamten rok to był koszmar jakich mało. Czasem mam uczucie, że 1 powieść mogła bym napisać i nawet może bym nia nawet Stephenowi Kngowi dorownala….:-)

 

JAK ZACZĄŁ SIĘ ROK 2018

Mieszkałam już jakiś czas na starym browarze z innymi ludzmi. Było nas sporo. W 3 budynkach walacych się do rozbiórki porobilismy sobie pokoiki i każdy jakoś sobie żył. Lepsze to już ławka w parku. Otoczona byłam bliskimi. Jeszcze byłam wtedy z Damianem. Obok mieszkał też bliski mi Marek, z którym teraz mieszkam. Budynek dalej mój były Irek i w ogóle znajomi. Było nawet w miarę. Dało się żyć. Jeszcze też wtedy choroby aż tak nie męczyły. Choć w sumie w tamtym okresie cała tragedia i rozwój chorób się zaczął. Wtedy zaczęłam jeździć m.in na onkologie z podejrzeniem nowotworu szyji gdyż węzły chłonne miałam i zresztą mam nadal powiększone na szyji.

W połowie tego roku wprowadził się na nasz budynek pewny Albert. Totalny lsychol z silną schizofenia. Cpajacy i pijacy nue biorący leków. Deportowany z Irlandii za ciężkie pobicie swojej siostry. Oraz z wyrokiem w zawiasach, który dostał już tu w PL za ciężkie pobicie swojej babci. Wiszący jakaś kobietę, która kazrze mu zabijać….

Zaraz po nim wzięłam do nas na jeden z pustych pokoi moją mama i jej konkubenty. Taki powiedzmy ojczym. Gdyż dostali eksmisje na ulicę. Zachowanie jej jak i jej faceta też było straszne. Co dzień pili, darli się i bili. Do tego dochodził Albercik.

Tragedia już jest gdyż jestem w ogromnym strachu, że mam raka złośliwego. Owszem i robił się, ale w całkiem innym miejscu jak się później okazało. A węzły chłonne były spowodowane silnym stanem korzeni zębowych. Przez co wszystkie jak wiecue wyrywam. Bo byłam bardzo zagrożona sepsa. I dalej jest stan zapalny, a węzły chłonne dalej tak samo spuchniete. Mam pelno sporych gul na nich. Ci raz gorzej z tygodnia na tydzień się czułam, a do tego dochodził Albert, który darl się w nocy. Coś kopał i rozwalal. Mama za ściana pijana kłócaca się z ojczymem. Z rana gniecaca puszki i licząca butelki nazbierane w nicy w mieście od piwa by je sprzedać. Na dodatek Damian psychicznie mnje wykanczal. Lecz wtedy nie wiedziałam, że czekają mnie o wiele gorsze momenty. A to to jest wielkie nic przy tym co się dopiero ma zamiar stać.

 

I TAK O TO ALBERCIK NIE WYTRZYMAŁ I ZE SWIROWAL CAŁKIEM

 

Ciągle cpanie i chlanie przez Alberta jak i nie branie leków spowodowaly potężny atak choroby, a że był to kawał chłopa i bez tego miał siłę- to szał spotegowal ją maksymalnie. Wpadł do naszego pokoju strasznie mnie skopal, a Damianowi coś wbił w głowę. To była chwila… Po czym wypadł z pokoju poleciał obok do ojczyma. Był tamten sam gdyż Mama akurat była zbierać puszki. Ojczym to dopiero nie miał szans sue bronić. Już od dłuższego czasu prawoe całe dnie leżał w łóżku. Gdyż miał marskosc wątroby, wodobrzusze i żylaki przełyku. Także zero możliwości obrony. Wariat pobił go prawie do nieprzytomności. Miazdzac mu kości policzkowe i łamiąc szczękę. Jeszcze Mama się w końcu napatoczyla. Polamal na niej kij od miotły i pobił. Była policja i pogotowie. Wszyscy wylądowaliśmy w szpitalu. Ten teraz jest sadownie w zakładzie psychiatrycznym zamknięty lecz niedozywotnio.

 

I TAK NADCHODZI JESIEŃ I LISTOPAD

31 Października urodziny mojego współlokatora, a zarazem bardzo dobrego kolegi mojego Ojczyma. Libacja. Każdy w swoim pokoju…. Konkubent mamy ostro chleje… I to z piwa przerzucil się na wódkę choć lekarz powiedział: ŻYCIE ALBO PICIE.

Jest po 23 godzinie. Motyl bo taką ksywe ojcxym miał. Wysyła Mame po kolejna flaszkę do nocnego. My śpimy. Lecz słyszę przez sen jak Motyl wymiotuje i słyszę huk… Myślę tyle wodki to się wziął porzygal i jak zawsze się przewraca… Mija północ… Mama wraca i nagle krzyk… Biegnie do nas… Krzyczy: POMÓŻCIE COŚ SIĘ STAŁO MOTYLOWI. Więc idziemy zobaczyć. Wchodzę i pomimo, że wybudzona ze snu patrzę i stwierdzam- On nie żyje. W około pełno krwi. Matka pomimo to próbuje go cucic… Oczy ma otwarte. Białka wywalone na wierzch. Leży na podłodze goły. W trójkę mama, ja i Damian dawaj go na łóżko. Czuć w dotyku, że trup choć jeszcze ciepły.

 

Wzywamy policję. Próbują reanomowac. Ja o dziwo spokojna i w szoku mówię do policjanta: DAJ SOBKE SPOKÓJ TOZ ON Z PONAD POLGODZINY NUE ŻYJE BO MU CHYBA ŻYLAKI PRZELYKU OD WODKI OEKLY I ZALAŁA KREW ORGANY. A ten go lup naciska na klatke piersiowa. Pępek Motyla w tym wielkim brzuchu wylazi na wierzch jak ogonek. A krew z ust bucha dużymi ilosciami. Myślę, a rób facet co chcesz. On już tak nic nie czuje. Jeszcze prokurator się zjawił. Zadając pytanie mojej mamie zrizpaczonej czy są tu koty. Bo ma karme w aucie… Domyscie się co Mama na to do tego cymbala…

 

MAMA ROZPACZA NIE JE NIC . TYLKO PIJE WÓDKĘ I BIERZE LEKI NA USPOKOJENIE

Widać, że pomimo tego iż Motyl bił ja i znecal się nad nią psychicznie ona go kochała. Cierpi, a ja nie umiem jej pocieszyć. Nie ciąży mi śmierć Ojczyma. Było do przewidzenia, że niedlugo kopnie w kalendarz. Przykro mi coś tam jest. Jednak tyle lat się znaliśmy. I jak z tak obohetnym podejściem pomóc Matce? To był potężny ból dla mnie. Bo nie umiałam. Szczerze nienawidzilam Motyla za to co jej robił. Więc zamiast pocieszać Mamę. Omijalam ją. Czasem porozmawialam pokazując jej dobre strony sytuacji. Lecz to nke było to czego ona oczekiwała… I tak w samotności cierpiała. Często dochodzę do wniosku, że może jakbym umiała ją pocieszyć to Mama by żyła? Może to moja wina, że umarła?

Mama po 2 tygodniach poczuła się lepiej nie co psychicznie. Lecz wychudla strasznie. Ledwo chodziła z głodu. Gdyż nie była w stanie jeść. Tylko piła i brała leki nasenno uspokajające. Lecz nagle zaczęła się zastanawiać, że może teraz będzie jej lepiej? I to, że Motyl umarł bo chciał tego. Był świadomy swojej choroby. Dzięki tym przemyślenia zaczęła lepiej funkcjonować.

 

BYŁA MAMA- NIE MAMY

Minął następny tydzień. Razem 3 od śmierci Ojczyma. Mama nawet jeść zaczęła. I strasznie chciała nam wszystkim coś gotować. Nawet jakiś uśmiech na jej twarzy się pojawił. I koloru nabrala. Mówiła, że ma ochotę na parówki w sosie pomidorowym. Może ugotować, ale nie ma składników. To dałam jej pieniądze i swoją butle gazową. Ugotowala jak zawsze pyszne. I Marek i Damian zjadł. Sama sporo wtranzolila. I mówi, że jutro nam zupe ziemniaczana ugotuje bo dawno nie jadła też. Jak ja się cieszyłam, że chce coś robić… To była Sobota i te parówki. I ten plan ziemniaczanej. Wieczorem jeszcze z Markiem siedzialam u niej w pokoju. To bam papryke duszona zaserwowala. Uwielbiala ją. Dobrze się czuła. Potem wiem, że przed spaniem czytała jeszcze książkę. Wyszłam od niej po 21 godzinie.

Nazajutrz jak nigdy obudziłam się o 10 rano. I słyszę, że nic nie słyszę. Damian już od dawna nie spał. Pytam się gdzie Mams. Czy poszła gdzieś? A on, że wstał o 7, a u niej cisza. I tu serce na chwile mi stanęlo. Moja mama dzień w dzień wstawała o 4 rano.

 

COŚ SIĘ STAŁO

Zapalilam papierosa by nerwy uspokoić i poszłam pukać. Bo Matka zamykala się na klucz od środka. Walę w drzwi i krzyczę Mamusiu! Mamusiu!!! A tam cisza. Polecialam do Marka i mówię, że mama chyba umarła bo to nie możliwe, że śpi… Mówię rozwalaj drzwi. Masz moją zgodę. A on na to: LECZ JAK DOROTA BĘDZIE MIAŁA PROBLEM I KAŻE NAPRAWIAĆ JA TEGO NUE BĘDĘ ROBIĆ. Dorota tak nazywała się moja mamusia. Drzwi otwierały się na zewnątrz. Więc nie szło wydarzyć. Marek w płytkach w drzwiach kamieniem sporym rozwal… No i poszła dziura. Huk niesamowity az szklanki z półki Mamie spadły. I mówię: WY WYCHODZICIE I POWIECIE MI JA SIĘ BOJĘ.

I tak słyszę Damiana: NIE ŻYJE MAMA. Akurat wyszedł Marek, a ja padłam na kolana i w płacz pełen bólu, a orzedewszystkim szoku. Po chwili się otrzasnelam i poszłam zobaczyć. Leżała na łóżku w poprzek. Widać, że nie długo po moim wyjściu coś się stało. Ręce miała tak ułożone jak myszka mała, leżąca na pleckach. Była blada i zapewne zimna. Lecz nie miałam odwagi jej dotknąć. Przyjechał lekarz i stwierdził, że prawdopodobnie zawał.

 

CZY MOGŁAM TEMU ZAPOBIEC?

Czemu? Czy to moja wina, że nie umiałam jej pomoc? Czy załamanie ją wykończylo? A mogła zacząć od nowa. I ktoś powie, że jest Bóg. Jezelu jest to nie jest cudowna istota, a samym złem. Lecz nie wierzę w boga. Wierzę w sytuacje, na które nie mamy wpływu. Jesteśmy tylko organizmami bardzo niedokonalymi. Jak taki komar, którego łatwo zagnieść. Tak samo łatwo jest samemu umrzeć. Lecz cierpię i zawsze będę. Bo mam uczucie, które mówi, że mogłam coś zrobić.

Tak wyglądał Listopad 2018 roku. W 1 miesiącu dwa trupy na tym samym łóżku. I to bliskich osób. Zauważyło to bardzo na moim toku myślenia. Nad tym jaka jestem. A czuję, że zatracam uczucia m. in przez to. Bo czym mniej mamy uczuć tym mniej cierpimy. Moja Mama nue była super Mama. Wyrzadzila mi bardzo sporo krzywdy. Lecz kochałam ją ponad życie. Ja miałam 26 lat jak ją straciłam, a ona dopiero 54 lata.

Wczoraj widziałam znów ją na tym łóżku leżąca jak ta myszka….

 

ZAPRASZAM NA INNE MOJE BLOGI:

Psychologia i pomoc

Wedkarstwo z pasją

Radość życia z hobby

 

Zdj. tytulowe z internetu

 

 

 

Jestem 28 letnia optymistką pomimo,że życie daje mi nie źle popalić.Interesuję się muzyką rock i metal,zwierzętami,fotografią i kocham czytać książki,zwłaszcza horrory

Jeden Komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: