Moja przeszłość

LUDZIE BEZ ZASAD I SKROPULOW

Rate this post

 

WENA MI WRACA

    Dziś już trochę lepiej ze mną. Choć dalej samopoczucie fizyczne nie za dobre, a psychiczne takie sobie. Wstałam jak zwykle z samego rana i zrobiłam co miałam zrobić. Tyle, że trochę nie wyszło co było dziś w takich powiedzmy planach. Mianowicie nie pojechałam do kolegi, który jest w Monarze. Okazało się, że dalej tylko moja Ela może do niego jeździć. Ja nie. No cóż. Bywa. Kiedy indziej może się uda. Więc ten zyskany czas postanowiłam na coś innego wykorzystać. Czyli na realizacje pewnego tematu,z ktorym zapewne wielu z Was, drodzy Czytelnicy miało do czynienia. Miejsze i większe. Ponieważ wena jako tako wróciła mogę dziś zmierzyć się z tym ,problemem’

KAŻDY CZŁOWIEK POWINIEN MIEĆ W ŻYCIU JAKIEKOLWIEK ZASADY

         W każdym społeczeństwie lepszym czy gorszym powinny panować zasady. Nawet w gettach. U bezdomnych, a nawet u zlodziei czy pijakow. To, że np. ktoś jest złodziejem (co już jest samo w sobie złe) to nie daje mu prawa do okradania tzw. swoich ludzi. Czyli ziomków, sąsiadów czy rodziny. Bezdomny pomimo swojej sytuacji też nie powinien okraść czy w jakikolwiek inny sposób skrzywdzić znaną mu osobę. Zresztą powinno to działac w całej hierarchi ludzkości. Nie ma znaczenia sytuacja w jakiej się znajdujemy. Ludzie zawsze muszą mieć zadady. I muszą się ich trzymać .Bez tego ludzie dla mnie to są poprostu takie zero. Nie szanuje ich. Brzydze się nimi od kiedy sięgam pamieciam.

ZNAM WIELU TAKICH LUDZI BEZ JAKIEJ KOLWIEK ZASADY MORALNEJ

 Do czynienia z takimi osobnikami miałam, mam i zapewne mieć będę. Choć próbuje wyeliminować ich ile się da z mojego życia. Co utrudnia mi troszkę dostanie mieszkania. Ponieważ nie wyobrażam sobie życia znów z nimi. Pod jednym dachem. Moje miasto jest małe. Więc wiem jakie ulice omijać. I tu jest mały problem gdyż zdarza się, że mieszkanie, na które mam potencjalnie duże sznse jest na takiej ulicy, że rezygnuje bez zastanawiania się i nawet wniosku nie składam. Za przysieglam sobie, że tam gdzie tacy ludzie ja mieszkać nie będę. Ponieważ to nie jest wtedy życie tylko meczarnia i strach.

NAWET RODZINA ICH NIE MA

 

Wyobraźcie sobie ludzi, których np. znacie lata. Dużo razem w życiu przeszliscie. Nie raz nawet zdarzyło się Wam im pomóc. Pomyślcie też o sąsiadach. Ludziach, którzy mieszkają za ścianą. Którzy na pozór powinni w razie co przypilnowac Ci domu lub czasem wpaść na kielicha czy na kawę. I bardzo często to nawet robią. I tak naprawdę wiele z nich bywa zwykłymi mendami bez zasad. Okradna, wykorzystają i jeszcze Cię obraża. I jakie jest wtedy zdziwienie. Bo przecież to mój kumpel z dzieciństwa albo to mój sasiad, z którym nie raz piwo piłem itp.
I tu chcę opowiedzieć moją historię z jaką się spotkałam. Nie raz ten temat dotknął mnie, a innym razem kogoś kogo znam. Dam poprostu pare tak jakby przykładów. Gdy byłam dzieckiem. Moją Matkę wiecznie okradał konkubent. Mieszkał u niej. Ona dbała o nie niego. Nawet samochód mu wzięła na raty. A on niedość, że ją zdradzal to jeszcze okradał na potęgę. I tyle lat razem byli. Nawet mnie. Wtedy dziecko okradł. Wziął mi rower i łańcuszek, który dostałam na komunie. Już wtedy choć byłam malutka nabrałam wstrętu do takich ludzi. Bo co innego jest pójść ukraść rower z pod sklepu. Nie wiadomo czyj, a wziąść coś osobie z którą się żyje i mieszka. Okradać ją i nawet być tak podłym by okraść jej małe dziecko.
Jak stałam się nastolatką i zaczęłam pić to wiele osób do nas do domu przychodziło. Wiele z nich znaliśmy latami.Pomagalismy z Mamą im nie raz. Jej! lle wtedy zginęło! Ja święta nie jestem. Za uszami mam wiele. Kiedyś na potęgę kradlam po marketach kosmetyki itp. Nawet zdarzyło mi się raz telefon skubnac jakiejś kobiecie z pod sklepu (miałam za to sprawy i odrobki tzw.prace społeczne). Lecz nigdy w życiu nie okradlam kumpla i nikogo znajomego. To była moja zasada i zresztą zawsze będzie. Już lata nie kradne nic w sklepach. Lecz pozostało we mnie to, że SWOICH NIGDY SIĘ NIE OKRADA!!! To w takim środowisku jakim żyje jest podstawą aby móc żyć choć w miare dobrze. I choć trochę z czystym sumieniem.

TACY LUDZIE I TAKIE SYTUACJE ZAWSZE MNIE OTACZALY OD KIEDY SIĘGAM PAMIĘCIĄ

To co się działo wtedy na Mamy mieszkaniu, a potem jak mieszkałam z Damianem na działce to jeszcze nic. Mieliśmy okazje chwilę na jednym pokoju z jego Ojcem mieszkać. Starałam się jak mogłam. Miał stary co jeść,Cpić i palić. Niestety, ale jak on nas okradał to się w głowie nie mieści. Po 2 miesiącach wolelismy wrócić z powrotem na działkę. Bo co innego było zrobić? Starszego człowieka bić nie będziemy. Na policje na własnego Ojca i teścia nie pójdziemy. No i to jego mieszkanie. Wolność Tomkunw swoim domku. Chyba On taką zasadę wyznawal. Dość zle w praktyce stosowaną.

MIESZKANIE KTÓRE STAŁO SIĘ KOSZMAREM, PRZEZ TAKICH LUDZI CO NIE MIELI ŻADNYCH ZASAD

            Wtedy jeszcze nie spodziewałam się, że może być znacznie gorzej. Radość z dostania mieszkania socjalnego była krótka i przerodziła się w piekło. Tam na tej ulicy są 3 budynki socjalne. Takiej ilości ludzi w jednym miejscu bez żadnych skrupułów i zasad- jeszcze nigdzie nie spotkałam jak tam. Alkohol tam to norma. Schadzki sąsiedzkie prawie co dzień też. Wiele ludzi co tam mieszka jest od zawsze. Czyli od kiedy powstały te budynki. To ze 30 lat napewno.
 Szybko tam nawiązaliśmy znajomości. Nawet pare osób dało nam meble. Myślałam super ludzie. To było tylko złudzenie. Co jakaś imprezka zawsze coś zginęło. Raz mi nawet torebka z pieniędzmi, lekami i dokumentami. Kiedyś miałam drzwi rozwalone (nie pierwszy raz bo tam lubią z drzwiami wchodzić jak nie otwierasz), a musiałam wyjść. Poprosiłam sąsiada co za ścianą mieszkał by pomilnowal mi chaty do godziny. Miałam bardzo dużo jedzenia, tytoń i butle gazową. Jakie było moje zdziwienie jak wróciłam, że nie ma nic z tych rzeczy. A sąsiad niby twardo pilnuje i też się zdziwił jak mu powiedziałam. Zresztą nasz ulubiony sąsiad. Pomyślałam nie zauważył, któreś lajzy z innego mieszkania bądź bloku wlazly i pokradly. Przyszedł wieczór. Sąsiad ten zaprosił nas na wódkę. Zdziwiłam się trochę bo nie miał kasy, a tu na picie zawołał. Lecz nie zaglebialam się skąd. Co mnie to wsumie obchodzi.
Poszliśmy do niego i jak zwykle woda z kranu na zapojke. Więc mówi: idź Ewa weź szklanki i nalej do nich wody. Poszłam do kuchni i doznalam szoku. Na blacie szafki stały już nadjedzone produkty,vktóre mi dziś zginęły prawie wszystkie. Zajrzałam odruchowo do lodówki, a tam reszta moich rzeczy. Dotarło do mnie też za co pijemy! Za moją butle gazową. Potem awantura. Idiotyczne tłumaczenie, że nie wie jakim cudem to ma itp.
           Innym razem, ktoś rozwalił nam drzwi i też wszystko pokradl. Wiem kto, ale niestety jak próbowaliśmy to załatwić to zostalismy pobici. Też byli to sąsiedzi. Innym razem facet, który wyprowadzał się po mału bo też miał dosyć tego całego towarzystwa. Mieszkał na przeciwko nas. Zapukał. Było późniejsze popołudnie wtedy. Pamiętam. I zadał nam pytanie: czy może nie wiemy kto mu dziś z domu pralke automat ukradł. Bo rano jak był na chwile to jeszcze stała. A teraz jej nie ma. I ktoś drzwi lomem podwazyl i zdjął z zawiasów. Oczy miałam jak 5 zł jak to usłyszałam. Nas nie było pół dnia. Lecz inni byli. I nikt nic nie wie ale ,wyszło kto to. Też sąsiad, ale z innego budynku.

JESZCZE JEDNA HISTORIA

      Opowiem Wam jeszcze pewną historię stamtąd (bo ich mnóstwo mam). Wyszczególniam znane mi i moim zdaniem szokujące. Była sobie pewna kobieta. Okradała tam wszystkich i ze wszystkiego. Często piła z sąsiadem co mieszkał nad nią. Od ich strony gdzie mieli oni okna,były ogródki podlegające tym socjalnym budynka. To ważny szczegół tej historii. Wspomnę jeszcze, że ona na parterze, on na 1p. (i konec bo to budyki piętrowe). Ona zawsze chodziła do niego pić. Najbardziej lubiła w okresie jak było ciepło. Zawsze też była chętna by umyć mu brudne gary. Więc on zadowolony. Zawsze stawiał jej wódkę i dawał palić. Lecz zastanawiało go jedno. Czemu prawie co dzień ginie coś z lodówki. Przecież ona jak wychodzi to nic nie ma przy sobie. Byłoby widać. No i odkrył chłop Amerykę. Ona jak szła do kuchni myć gary (Bardzo pomocna istota i wdzięczna za to wieczne stawianie jej alkoholu), ale tylko jak było ciepło. W zimie taka chętna nie była. Okazało się, że ona wyrzucala jedzenie jego przez okno na swój ogródek. Poczym jak wracała do domu to wylazila przez okno swoje. To niziutki parter. I zbierała je. Ot kobita sobie wykombinowala. I ze 3 lata udało jej się to ukryć. I też doszedł czemu w zimie nie myla. Bo okno było zamknięte. A otwierając by zrobiła hałas. A jak ciepło to on miał zawsze otwarte.
            Tam okradali się na potęgę. Siebie nawzajem. I tak samo się bili. Było pare osób w  porządku też cierpiących jak my. Napiszę jeszcze raz: to było piekło.Ludzie,którzy razem mieszkali, wspólnie dzieci chowali. Lata. Tak postępowali. Brak jakich kolwiek zasad moralnych, dosłownie nic. Historii tam było wiele podobnych.

TU GDZIE JESTEM,NIE JEST LEPIEJ

Tu gdzie mieszkam wiele ludzi się przewinęło. Porządni i mendy. Mieliśmy tu takiego jednego co pomagaliśmy mu trochę. I parę lat już się znaliśmy. Był tak bezczelny, że potrafił na naszych oczach mojemu Markowi z pokoju kraść rzeczy i mówić, że on to przed chwilą kupił. Był też taki Krzyś tutaj. Facet po 50. Chodził o lascke ledwo co. Kaleka. I ten, o którym wyżej wspomniałam potrafił jemu ostatni chleb ukraść. I to nie ma tłumaczenia, że był głodny. Na alkohol co dzień miał. Więc jedzenie też mógł sobie kupić. Lecz po co?Jak lepiej chorego człowieka okraść, który też nie raz go poratowal pieniędzmi czy papierosem.
           Takie sytuacje mnie w życiu często spotykały. Jest tego dużo. Nawet ostatnio siła podłości i braku moralności przeszła wszelkie granice. Co spowodowało, że pierwszy raz poszłam na policje coś zgłosić. Nie jestem za tym. Szczerze nie przepadam za nimi. Lecz tym razem powiedziałam dość. Mianowicie chodzi o to, że gdy ostatnim razem przyjechał tu Damian po tej całej chorobie. Tyle miesięcy nie widział się z tymi ludzmi co tu obenie mieszkają. Dodam, że oni to jego wieloletnie ziomki. Jeden nawet razem z nim się wychował na jednej ulicy. Poszedł do nich wypić. Postawił im i to nie mało. No i oczywiście ukradli mu telefon. Zresztą mój, który wzięłam na siebie i trzeba co miesiąc go spłacać. Tyle czasu go nie widzieli. Mogli już nigdy go nie zobaczyć. Bo Damian miał z tego nie wyjść. Na bieżąco ich informowałam. Tymczasem te potwory nie dość, że nachlaly się za jego kase to jeszcze telefon mu dzwignely. Mam 100 % pewności, że to oni, ale to już inna sprawa.
Ja tego nie pojmuję. Jak można tak okradać ludzi. Kradzież sama w sobie jest zła. Lecz staje się gorsza jak okradasz swoich. Osoby,które dobrze znasz. Z którymi mieszkasz i które nie raz Ci pomogły. Dlatego nie trawię i nie szanuje takich osób. Są dla mnie obrzydliwi.

       I tak o to jestem wybredna co to mieszkania. Bo jak mam znów zamieszkać między takimi ludźmi i przypuszczalnie na lata. Bać się z domu wyjść bo się wlamia i okradna. To wolę pocierpiec jeszcze tutaj i czekać na szczęście, że może w jako takim miejscu trafi się chata. Tu w tej chwili jest 3 takich obrzydliwych ludzi . A nie dziesiątki. Tu boję się wyjść na dłużej bo to pustostan i każdy może przyjść i włamać się. Lecz wyobrażacie sobie bać się wyjść przez takie coś z mieszkania? To nie jest życie. Więc staram się jak najdalej uciec od choć części takich ludzi. A co najgorsze jest, że zawsze oni i tak będą się czaic gdzieś i całkiem nie znikną nam z oczu.

 

ZAPRASZAM NA INNE MOJE BLOGI:

Psychologia i pomoc

Radość życia z hobby

Wedkarstwo z pasja

 

Zdj. tytulowe z internetu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: