Mój pamiętnik

Uśmiechnij się bo nadzieja zawsze umiera ostatnia-takie tam z mojego codziennego życia i nie tylko

5 (100%) 1 vote


Dlaczego często jest tak,że zawsze jak coś zaczyna się układać,jest dobrze i jesteśmy zadowoleni to nagle staje się tylko wspomnieniem?Dlaczego życie nagle,tak poprostu wali nam się po całości?I z dnia na dzień zmienia się tak bardzo wszystko co nas i znanych nam osób dotyczyło.Stajemy i nie wiemy co mamy zrobić.Gdzie krzyczeć pomocy.Gdzie nie popatrzymy tam tylko szarość gdyż nawet kolory znikły.Ogarnia nas taka bezradność i beznadziejnosc,że zaczynamy się bać spytać samych siebie;Co dalej?



          Wczorajszy dzień choć był bardzo męczący dla mnie, pomimo to można zaliczyć do udanych.Tak też wczoraj myślałam.Zmieniło się to wieczorem.
         Skończyłam pisać wczorajszy post na blogu.Po czym zajęłam się pisaniem na fb.Była mała awantura.Co zdarza się.Niby nic.Lecz w tej całej sprzeczce wyszło,że kobieta która bardzo cenię.Jest mi bliska.Choć jeszcze nie znamy się w real to mam powody by ją za taką ważną osobę w moim życiu uważać.Okazało się,że dwa tygodnie dusiła w sobie,że przyszły wyniki i okazało się,że jest bardzo poważnie chora.Wybuchła tak poprostu,nie wytrzymała.Jaki dla mnie był to szok.To jeżeli ja tak zareagowałam ,to jak Ona musiała się z tym czuć?I że tyle czasu udało jej się to ukryć i nie dać po sobie znać,że coś i to tak złego się dzieje.Ja to pewnie już pierwszego dnia bym ryczala i nie byłoby ze mną kontaktu.No cóż twarda kobieta.
             I tak jej świat momentalnie się zawalił.Bo choć jestem pewna,że wyjdzie z tego.To jednak nie zmienia faktu,że jest to bardzo duży wstrząs psychiczny.W takim momencie człowiek czuje się bezradny.I z góry zakłada,że to już koniec.Ale,znając tą Panią to nie podda się i będzie walczyć.No i wygra.Jestem tego pewna.Lecz nie zmienia to faktu,że jej życie momentalnie zmieniło się i to bardzo.I poniekąd moje i innych osób.Szczerze też się załamałam.Bo nie potrafię zrozumieć dlaczego przeważnie najlepszych ludzi spotyka najgorsze.I też poczułam pustkę gdyż była co dzień i nagle Ona znikła.Rozumiem ją.Bo teraz musi skupić się na sobie.Ale,bez niej jest całkiem inaczej.Dziwnie.I przez to także moje życie uległo sporej zmianie.
           Wierzę w nią z całego serca.Pomóc nie jestem w stanie.Lecz na moje szczere wsparcie rozmową i wiarę w nią zawsze może liczyć.Bo jestem pewna,że będzie dobrze.Musi być!
       I tak o to dzień okazał się złym dniem.Moje myśli do późnej nocy były skupione na niej.Ale,pomyślałam wtedy:Jutro nowy dzień,będzie lepiej….

TAK O TO ZACZYNA SIĘ NOWY DZIEŃ

       No i jak zwykle wstałam z samego rana.Przed 6 bo obudziło mnie piszczenie nowo narodzonych myszek.Pomyślałam sobie:to dobry znak.Bo nawet nie wiecie jak może być to przyjemne.Ten dźwięk.Taki płacz mysich noworodków.Rodzą sie często.Ale,zawsze to następne nowe życie.I nabieram za każdym razem dzięki temu większa nadzieje i pewność,że naprawdę warto walczyć i żyć.
               Dobry to był start w nowy dzień.Chociaż myśli krążyły dalej przy tym co się dzień wcześniej stało.Lecz były lepsze.Bardziej pozytywne.Dzięki temu postanowiłam działać.By choć to co Ons zbudowała swoją pracą na fb nie przepadło.Jako tako ogarnęłam z resztą naszej ekipy co trzeba.By jak wróci wszystko pięknie hulalo.Mianowicie jej grupa na Fb.Już byłam z siebie zadowolona.Bo mam nadzieję,że uda mi się choć wmiare dobrze ją zastąpić.Lecz czuję się bardzo dziwnie,nieswojo.Niby to są tylko godziny od kiedy to się stało,ale pustka olbrzymia.I wiem,że będzie co raz większa.Ale,trzeba iść dalej.I czekać choćby miało to bardzo długo trwać,aż wróci.
             

JAK ZWYKLE

        No i dzień sobie leciał swoim rytmem.Trochę ulgi od upałów.Już przez to można powiedzieć,że dzień jest super.Bo naprawdę byłam na wykończeniu.Byłam na zakupach..Trochę w domu posprzątałam.Takie tam zwykłe sprawy codzienne.No i przypomniało mi się,że 10.Więc nowe mieszkania wystawiają do remontu.O które będzie można składać wnioski.No ale co mi z tego.Jak jeszcze odpowiedzi na poprzedni wniosek z Lipca nie dostałam.Więc sprawdziłam jak się sprawy mają.Dostałam czy nie?A dałam wniosek o takie małe 30m2 i sporo do remontu.Rudera.No i jak zwykle:NIE DOSTAŁAM!Rodzina 3 osobowa dostała na nie przy dział….I tu się utwierdzam dalej w przekonaniu,że nie mam szans.Lecz pomimo tego wierzę i mam nadzieję,że jednak kiedyś się uda.I w tym miesiącu składam na 3 różne mieszkania.Metraż 30,35,40 m2.Jakoś tak.Dokładnie nie pamiętam.Coś Wam powiem-napisze:Miesiąc w miesiąc składam o mieszkanie.Zawsze pomimo wcześniejszego rozczarowania wierzę,że tym razem dostanę.Że uda się.I zawsze jest tzw.lipa.A ja mam ochotę płakać bo tak mnie to dobija.I fakt,że następna zima.Może i nie ostatnia nawet a jedna,jeszcze z wielu będzie spędzona tutaj całkiem mnie załamuje.I tak dziękuję losowi za to miejsce.Choć co raz bardziej niepewne.I ten strach,że któregoś dnia wyląduje całkiem na ulicy naprawdę niszczy mnie od środka.

HUMOR ZNÓW WRACA

      Przez złe jak zawsze samopoczucie w ciągu dnia i sprawę z mieszkaniem straciłam humor.Ale,miałam dziś pierwszą rozmowę z Danielem.A nie tylko pisanie.Więc odrazu rogal na mojej buzi się pojawił.Z godzinę rozmawialiśmy.Wspaniały facet.Ta rozmowa jeszcze bardziej przekonała mnie do niego.
          W między czasie dostałam wiadomość od ważnej osoby dla mnie,że wybiera się do mnie w przyszłym tygodniu.Nie wiem jak w życiu to wyjdzie.Czy faktycznie będzie.Lecz zawsze jest nadzieja,że się wkoncu zobaczymy w prawdziwym świecie.Nie nastawiam się.Bo różnie bywa.Ale,na tą chwile jest mi bardzo przyjemnie.A usmiech z twarzy nie znika.
            Jest godzina 17.30.Więc można stwierdzić,że dzień udany.Choć inny.I taki obcy.Bo tak się czuje człowiek jak coś gwałtownie sie zmienia.Tym nardziej jak to jest związane z czymś złym lub całkiem nowym.I zastanawiam się jak mija dzień jej.Bo napewno szuka gdzie sprawiedliwość na tym świecie jest.Zastanawia się dlaczego.Ja przykładowo miałam tak na początku tego roku.Odpowiedzi niestety nie znalazłam.A napisałam o tym wszystkim gdyż przez tą sytuacje inne tematy wogule mi się nie kleiły.Zamęt całkowity.
           A teraz czas odpocząć.Bo weekend nadchodzi ,więc roboty jak zawsze mam od groma.Zwłaszcza prania….😂😂😂Poprostu zero urlopu.Mam nadzieje,że nie zamieniłam.A i przepraszam za błędy.Starałam się poprawiać.

ZAPRASZAM NA KRÓTKIE OPOWIADANKO DANIELA. TAK NA UROZMAICENIE WIECZORA😃

        Skrzacej się barwami zachodzącego słońca tafli wody,dostrzegłem rozmazane ciemne odcienie grzbietow ryb.Tu i ówdzie pojawiające się na wodzie oczko,zdradzalo,że polują na wpadające do wody owady.Wiedziałem co mam robić.Wystarczy sięgnąć po proce.W torbie na takie okazje czekały chrupki psie.Lekkie,pływające po powierzchni,coś w sobie mają,co mocno ryby przyciąga.Sprzęt też już czekał pod ręką.Sprawdzony w nie jednej walce.
           Nie sięgnąłem jednak ani po proce,ani po wędkę.Wpatrując się w ciemne grzbiety,krążące niczym stado ptaków,nie mogłem się poruszyć.Było coś w tym hipnotyzujacego.Coś co mimo ,iż oglądałem to już wielokrotnie,nadal urzekalo swym pięknem.Ostatni dzwonek by polowic.Nie,niech se pływają.Odwazylem się jedynie,rzucić kilka chrupek,by ten spektakl trwał jak najdłużej.

          Ciemności powoli zaczęły wypelzac z zakamarków,gdy zdecydowałem się wreszcie wstać i zacząć pakować.Ktoś z przechodzących spytał o połów.Wzruszylem ramionami.Mówił coś o tym,że tu on nalowil mnóstwo.Pokiwalem głową.Nie miałem ochoty ma dłuższą rozmowę.Pomachalem jedynie ręka na pożegnanie.To prawda był lepszy.Ani trochę jednak nie żałuję przegranej.Zlowilem dziś coś bardzo ulotnego.Chwilę szczęścia.Tu i teraz.Doskonały spektakl przyrody perfecyjnymi aktorami.Okraszony niesamowicie piękna dekoracją.Nie mogłem tego przerwać.

                              Daniel Kopeć

5 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: