Historie różnych ludzi

Kobieta,która zmieniła mój świat i wielu innych ludzi

5 (100%) 1 vote

W obecnych czasach znaleźć kogoś, kto bezinteresownie pomoże to jest cud.Ale,uwierzcie są takie osoby.I mało tego,że pomagają to stają się naszymi prawdziwymi przyjaciółmi na zawsze.

 
      Jak już wiecie z życiu przeszłam bardzo wiele.Spotkałam na swojej drodze wiele ludzi.I dobrych i złych.Czasem te osoby coś mi tam pomogły.Ale,tak naprawdę nie za darmo.Zawsze coś chcieli.Bo nie robili tego by mi czy komuś było lepiej.A dlatego,że widzieli w tym interes.I nigdy też może przez to nie miałam przyjaciela tylko samych znajomych.Bo miałam poprostu dystans.Jak i przekonanie,że w tym świecie za wszystko się płaci.Choć ja byłam inna.Lubiłam zawsze pomóc,coś dac.A co za to chciałam?Jedynie uśmiech na twarzy tych osób.
             Swego czasu trochę zaczęłam nabierać pewności,że jednak są ludzie dobrzy i podzielają moje zdanie,że warto pomóc tak poprostu.A to stało się gdy miałam o.k 19 lat.Poznałam bliżej pewną kobietę.Już wcześniej ją znałam,ale tak z przypadkowego spotkania.

MA NA IMIĘ ELA

             Ja w tym czasie mieszkałam na działce.Już wtedy jej okazanie serca i prywatnej pomocy(nie tylko takiej jaką dostaje się z Opieki) wobec mnie było czymś z czym nigdy się wcześniej nie spotkałam.Przywiozła swoim samochodem nam piec.I nawet tak zawalczyla,że w ciągu roku dostałam mieszkanie socjalne.Co czekało się wtedy o.k 3 lat.Z mieszkaniem tym co się stało to opisałam w jednym z postów.Ale,mniejsza z tym.
              Nasze drogi się raz schodziły,raz nie.Różnie bywało.Tam na mieszkaniu miałam inną osobę z Mops.Też często było tak,że wogule nie korzystałam z ich pomocy.Ale,pamiętałam o niej i ona o mnie.Wiedziałam też,że zawsze mogę zwrócić się do niej o pomoc.I bylam świadoma.że Ona pomaga w podobny sposób też innym ludziom.Lecz nigdy nie spodziewałam się,że ta osoba będzie walczyć o moje życie i o Damiana.Poświęcając siebie,swój wolny czas,nawet czasem noce i własne pieniądze.A także,że stanie się jedną z najważniejszych osób w moim życiu.

NASZE DROGI ZNÓW SIĘ SCHODZĄ….

        Gdy trafiłam tu gdzie teraz mieszkam zaczęłam spowrotem podlegać pod Ele.Gdyż ona ma ludzi z paru ulic i bezdomnych pod sobą.Był to rok 2015.Oczywiście odrazu wykazała się pomocą większą niż wymagają jej obowiązki pracownika socjalnego.
         Pomogła nam w sprawie mężczyzny,który też tu mieszkał.Miał schizofremie i do tego pił.A leków nie brał.A kawał chłopa z niego był.Miał nawet wyrok w zawieszeniu za pobicie swojej babci.I prawie nas pozabijal.Gdyż dostał ataku tej choroby.Pobił nas wszystkich.Wezwalismy policję,która jak zwykle nic nie zrobiła.Przyjechali i pojechali.A ten dalej swoje.Więc poszliśmy do Eli by coś zrobiła.By go zabrali.To była chwila jak sprawę załatwiła i go wzieli.Nawet karetkę wezwała.Bo mojej Mamy konkubent był tak pobity przez niego,że stracił sporo krwi.Miał złamany nos oraz zmiażdżone kości policzkowe.My też byliśmy w nieciekawym stanie.Szczerze….jakby nie Ona wtedy bardzo źle by się ta historia skończyła.Poprostu tragedią…..może nawet śmiercią.
            W tym czasie też wbiłam coś sobie w oko.Straszny ból i zaczęło ropiec.Zadzwoniłam do niej o.k 21 co mam robić?Bo tutaj niema gdzie z okiem zgłosić się o takiej godzinie.Ona wtedy pomimo zmęczenia po pracy chciała ze mną do Opola na pogotowie okulistyczne jechać w nocy.Ale,nie zgodziłam się.Szczerze byłam po paru piwach.Więc postanowiłyśmy,że przyjdzie po mnie rano.Załatwi skierowanie pilne do Okulisty.I tu na miejscu gdzieś pójdziemy.Tak też zrobiliśmy.Cały dzień lazila ze mną,czekała w kolejce na badanie i nawet weszła ze mną do gabinetu bo tak się bałam.Potem z własnych pieniędzy wykupiła mi recepte,która dostałam od Okulistki.Śmiała się Ela wtedy,że dwa dni wcześniej miała urodziny więc zamiast sobie mi zrobiła z tej okazji prezent.

            I tak była już cały czas z nami.Pomagała nam i innym…

Nie dzieliła ludzi na gorszych i lepszych.Szanowała każdego i dawała mu szanse.Nie patrząc na jego postępowanie.Widziałam to i podziwiałam jej siłę,wiarę w ludzi i poświęcenie.
           Ale,tu jeszcze aż tak bardzo nie wiedziałam czemu tak robi i jak naprawdę wygląda jej życie.Przekonałam się o tym gdy ja z Damianem poważnie zaczęliśmy chorować.Gdy On trafił do szpitala zadzwoniłam do niej choć była na urlopie,poinformować ją,że udało mi się go do szpitala zaciągnąć i powiedzieć o jego poważnym stanie.Jak ja jej wtedy płakałam.A Ona z godzinę albo dłużej starała się mnie pocieszyć.Oczywiście zaraz po powrocie zajęła się jego sprawą.Była prawie codziennie w szpitalu.W czasie pracy i nawet po.Kupowała mu różne jedzenie.Bo nie chciał jeść.I kombinowala na wszelkie sposoby.Jogurty,słodycze,szynki itp.aby tylko coś jadł.Ona też załatwiła domową wizytę lekarską na drugi dzień jak Damiana wyrzucili ze szpitala.I dzięki jej zawzietosci został przewieziony na Zakazany w Opolu.
           Jeździła ze mną do niego do Opola,potem do Kup(tam jest oddział gruzliczny).W między czasie też towarzyszyła mi w podróżach moich też do Opola.W związku z moimi chorobami.To właśnie Ona pojechała też do Czech po lek dla Damiana.To Ona załatwiła mu Ośrodek i faceta,który go tam zawiózł i w tej podróży była przy nim.Brała często bezpłatne urlopy.

ODDAWAŁA SWÓJ WOLNY CZAS

Poświęcała też weekendy.Wspierała swoją osobą i swoim czasem.Dawała zawsze wiare i nadzieje.Nie pozwoliła nam myśleć,że jesteśmy sami.Pokazywała nam,że mamy ją.I zawsze możemy na nią liczyć.Mogę powiedzieć,że m.in żyje nie tylko dzięki swojej walce.Bo gdy by nie Ona prawdopodobnie bym przegrała.

POZNAJEMY SIĘ BLIŻEJ,TRAGEDIA ZBLIŻA NAS DO SIEBIE

       Spędzaliśmy ze sobą bardzo dużo czasu siłą wyższą..Dzięki temu poznawalysmy się całkiem od strony prywatnej.Ile godzin w pociągach i w poczekalniach spędziliśmy na rozmowach,tego nie jestem wstanie policzyć.Ale,było tego tak wiele,że pozwoliło nam otworzyć się przed sobą całkiem.Dowiedziałam się o niej tak dużo.O jej problemach,smutkach i radościach.Że wtedy zrozumiałam z jak wspaniałą osobą mam do czynienia.
            Wyobraźcie sobie,że ta kobieta czasem dosłownie pada ze zmęczenia.Nie ma siły gadać.Dosłownie nic.A czemu?Ona robi na 3 etatach.Pracuje w Mops,jest kuratorem społecznym oraz prowadzi popołudniami klub młodzieżowy.W każdej z tych prac poświęca się ludzia.Nie miejac czasu dla siebie.Jak pytam się dlaczego tak robi?Ona mi na to odpowiada,że lubi pomagać tak poprostu.A dodam jeszcze,że prócz tych prac jeździ do ludzi do szpitali,załatwia pogrzeby,jeździ na inerwencje w godzinach po za pracą.Pisze ludziom podania do Sądów i wnioski o mieszkania do Znm.Jak ktoś ma problem z podopiecznych z Mops jakiś inny niż tylko finansowy zawsze idzie do niej.A Ona zawsze stara się tej osobie pomóc.Ludzie bezczelnie nadużywaja jej dobroci.Co mnie tak denerwuje i boli.Dotego wszystkiego ma dom na swojej głowie,poważne prywatne problemy oraz pieska dla którego zawsze znajdzie czas.

 

Jej ukochana suczka Luka
Wogule Ela to miłośniczka zwierząt.Uwielbia moje myszki

               Powiedziała mi praktycznie wszystko o sobie

Ja zaczęłam tak jej ufać.Jak nikomu w moim całym życiu.Opowiedziałam jej osobie wszystko.Rzeczy o których nikt nigdy nie wiedział.Nawet moja Matka.Poprostu NIKT.
Moje zaufanie do niej jest tak ogromne co w moim przypadku jest sukcesem.Bo ja po tym co przeszłam nie ufałam nikomu.Miałam i mam tak ogromny dystans i brak zaufania do ludzi i zawsze będę już mieć.Ona jest poprostu tak wyjątkowa,że tylko jej dane było zdobyć moje zaufanie.Mało tego,przez to wszystko co zrobiła dla mnie,dla Damiana i to jakim poprostu jest człowiekiem stała się dla mnie nie tylko przyjaciółka lecz także rodziną.Której tak mi brakowało.Mogę powiedzieć-Kocham ją jak siostre.Z całego serca.
        🌹🍀🌹🍀🌹🍀🌹🍀🌹🍀🌹🍀🌹
        I moim marzeniem jest by była w końcu szczęśliwa.Bo jej się należy i  to bardzo.I boli mnie,że nie jestem wstanie jej w tym szczęściu pomóc.Choć Ela twierdzi,że jej szczęście daje to jeżeli ja choć trochę jestem szczęśliwa i zdrowsza……

Chcę jeszcze napisać na koniec,że dziękuję Ci Elu za wszystko a zwłaszcza za to,że jesteś i zawsze wierzysz w ludzi i m.in uwierzylas we mnie.To jak staję na nogi to w dużej części Twoja zasługa.Bo nie dokonalabym tego sama.Udało się bo byłaś i zrobiliśmy to razem😃🍀🌹💝

🍀🌹🍀🌹🍀🌹🍀🌹🍀🌹🍀🌹

TAK NA ZAKOŃCZENIE JESZCZE PEWNA OPOWIASTKA ,Z ŻYCIA WZIĘTE’ DANIELA KOPEĆ. NAWIĄZANA DO POMOCY BEZINTERESOWNEJ😃

 
         Pierwsze słoneczne i ciepłe dni Kwietnia,wywołały okropne swędzenie na mojej tylnej części ciała.No usiedzieć się nie dało.Ledwo dozylem do Piątku.Przegląd sprzętu,pakowanie i jeszcze kanapki.Wszystko gotowe już wieczorem.Rankiem tylko kawa i w drogę.Miejsce wybrałem piękne,pogoda dopisała,tylko ryby gdzieś pouciekaly.Tłumaczę sobieto na różne sposoby;że woda za zimna jeszcze,że wiatr nie z tego kierunku,że w ogóle wszystko się na mnie uwzielo.Zdesperowany doszedłem do wniosku;chyba ich łowić jednak nie umiem.
           Dzień dobry-usłyszałem zza pleców.Jak ja nie lubię wscibskich spacerowiczow.No i to sakramentalne pytanie:Biorą?          Burknalem,że za zimno i nie chcą brać do starszego Pana.
 Zawsze biorą,tylko daj im szansę-odpowiedzial
Obejrzał mój zestaw ,chwile majstrujac przy nim.Wziął proce,postrzelal pelketem,może z dziesięć minut.Usiadł na moim miejscu i już po pierwszym rzucie holowal rybę.Uśmiechnął się szerzej,podał mi wędkę mówiąc
Teraz Twoja kolej,powolutku wszystko Ci wytłumaczę,jak to dziala.
On mówił ja słuchałem,wykonując dokładnie polecenia.Kiedy kilka ryb wylądowalo w podbieraku,starszy Pan poklepal mnie po ramieniu,życząc sukcesów i wytrwałości.Pomachal ręka i znikł gdzieś w krzakach.Jego celne rady nie raz mi się przydają,a technika bywa wręcz zabójczo skuteczna w odpowiednich warunkach.Kiedy odchodził nie zdążyłem powiedzieć dziękuję.
 
          Po jakimś czasie znowu odwiedziłem to moejsce.Rozpoznalem znajomą sylwetkę starszego Pana.Już miałem podejść,podziękować,wtedy zdałem sobie sprawę,że przekazuje swą wiedzę kolejnemu,tak jak mnie wcześniej.Nie chciałem im przeszkadzać,tak jak ja bym nie chciał kilka miesięcy wcześniej.,aby mnie przeszkadzano,kiedy zdobywalem wiedzę.Starszy Pan robił to bezinteresownie.Uczył,tłumaczył,wyjaśniał.Zdałem sobie wtedy sprawę z tego,jak mało takich ludzi na swojej dridze spotykam.Jak bardzo Ci ludzie są cenni.Gotowi pomóc,podtrzymać gdy się chwieje,często zdolnych do wielkich rzeczy,nie oczekując nagrody ani pochwały.
            Minęło kawał czasu od tamtych wydarzeń,a nadal widzę staruszka,niestrudzenie przekazujacego wiedzę.
 
                             Daniel Kopeć
 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: