Moja przeszłość

TOKSYCZNY ZWIAZEK- KONIEC PO 11 LATACH

4.5 (90%) 2 vote[s]

NADSZEDŁ TEN CZAS….

Zacznę od tego, że zapewne z takim czymś jak toksyczny związek  spotkaliscie się. To określenie ma bardzo wiele różnych znaczeń. Ale jest to coś czego wiele ludzi z zewnątrz, którzy sami tego nie przeszło- nie potrafią zrozumieć. Bo ludziom się wydaje, że np. facet bije swoją kobietę to czemu ona go nie zostawi. Przecież hop i po problemie. Otóż NIE!! To nie jest proste z żadnej strony. Jeszcze jest coś jak KOCHANIE tej drugiej osoby – swojego kata i wierzenie, że on się zmieni. A za co się kocha tą osobę, która jest zła wobec Ciebie? Za chwile, które były dobre (bo takie są nawet w najgorszych związkach). Za to, że jest ta osoba. Albo tak poprostu- za nic.

MÓJ CUDOWNY TOKSYCZNY ZWIĄZEK

             Miałam 15 lat gdy poznałam Damiana. Był 8 lat odemnie starszy. A poznałam go u siebie w chacie. Przyszedł z moim sąsiadem. Ja wtedy przechodziłam przełom w swoim życiu o, którym wspominałam wcześniej. Już piłam alkohol. Przestałam chorobliwie się odchudzać itd. On już wtedy wyznał mi miłość. Bo wcześniej już mnie widywal gdzieś tam na ulicy. Ja tak zabardzo nie byłam za nim. Bo szczerze- jakoś mi nie szczególnie się podobał. Lecz przychodził codziennie po pracy. I jakoś zostaliśmy parą. Zaraz moja Matka pozwoliła mu zamieszkać z nami. W każdym bądź razie- ZAKOCHAŁAM SIĘ NA AMEN. A nie byłam typowa nastolatka. Znacznie doroslej rozumiałam świat. Więc to była prawdziwa miłość z mojej strony.

Pierwszy rok był suuuper

On pracował. Ja zajmowalam się domem. Choć ja też miałam kase. Nawet więcej niż on. Także on mnie nie utrzymywal. Piliśmy razem. I takie tam. No, ale było dobrze i minęło.

I na pracę się wypierdzielil. I zaczął mnie obrażać. Rękę na mnie podnosić po pijaku. Potem przepraszał. Obiecywał, że już nigdy więcej. Że sobie on tego nigdy nie wybaczy.Że mnie skrzywdził. Ja wierzyłam i wybaczalam. Do tego lazil gdzieś. Bądź często pil u swojego Ojca. Ja się zamartwialam czy coś mu się nie stało. Tym bardziej, że On też choruje na padaczkę po urazowa. Nie raz go po nocy szukałam.Po tem też jego była przyjechała do Polski. To z nią chlal. I dochodziło do kłótni.

I tak czas leciał… Na biciu mnie i  poniżaniu. Nawet na trzeźwo juz się nie chamowal.Tyle że nie bił. A bicie jego wyglądało tak, że byłam bita z piesci i kopana. Nie raz jak potwór wygladalam. Wbił mi nawet widelec w ramie. A ile butelek mi na głowie rozbił. Lecz ja się go trzymałam. Bo byłam całkiem sama. Matka też piła. Wpierw miała chłopa 20 lat młodszego. Przez niego mam padaczkę. Potem drugiego. A jak miałam prawie 18 lat wyrzuciła mnie i Damiana z domu. Bo jej ukochany tak sobie zazyczyl. Tyle, że z cichacza dała nam klucze na dzialke. Tam była mała murowana altaneczka z łóżkiem. Szafą i stolikiem.
Więc szczerze – miałam tylko jego. I go kochałam. Tak naprawdę, że pomimo wszystko życie bym za niego oddała.

I tak my sobie żyli na tej działce

On nie pracował. Więc ja go utrzymywalam. Czasem tam gdzieś fuche jakaś robił.Nie żeby całkiem był aż tak zły. Prawie 24 godz. na dobę byliśmy razem. Przyzwyczajenie też swoje robi. Bił dalej i ponizal. Znikał. Ja się martwilam. Płakałam, ale już nie wytrzymywałam. W między czasie pojawił się taki Irek. Fajny chłopak. Przychodził do nas na działkę (ja w tym czasie jak tam mieszkalismy,staralam się o mieszkanie socjalne). I w tym czasie jak ten Irek często u nas bywał. Dostałam mieszkanie – umowa na 3 lata. Lecz powoli zanosilismy tam rzaczy. Więc jeszcze pomimo mieszkania normalnego spaliśmy w altance. Irek widział jak Damian mnie traktuje. Nie mógł tego zcierpieć bo po cichu podkochiwal się we mnie. Pewnego dnia jak przyszedł to trafił na to jak Damian mnie leżącą kawałkiem deski tlukl. Zareagował aż za mocno. Zabrał mnie, że tak to nazwę. I przez jakiś czas mieszkaliśmy razem na tym mieszkaniu co dostalam.  Trwało to miesiąc może dwa. Irek niestety wolał chlanie i cpanie. A Damiana spotykalam często. Mówił, że tęskni kocha. Ja też tesknilam. Obiecywał. Ja jak zwykle żyłam nadzieją. Więc wróciłam do niego. Niestety było dalej to samo.
W ogóle twierdził, że wszystko co mamy to dzięki niemu. A tak naprawdę ja zalatwilam wszystko do mieszkania. I ja to utrzymywalam. No, ale on wiedział lepiej.No i doszła sprawa Irka, że go zdradzilam. Bo poszłam z nim mieszkać. Ja tłumaczyłam jak durna, że Irek mnie zabrał prawie siłą bo by mnie on zabił. On jak zwykle, że on mi nic nie robił. I gadaj zdrów.

Minęły 3 lata w tym mieszkaniu, a związek toksyczny nadal trwał

Nic się nie zmieniło. Ale jak mogę się z nim to rozstać?? Kocham go. Nie mogę mieszkać sama to po drugie, a po trzecie nie mam nikogo. Bo fakt- nie miałam. Ale wtedy wydarzyło się to, że trafiłam do szpitala na 6 tygodni. Prawie umarłam. Stan ciężki. Czemu? Coś zrobiłam…., ale o tym kiedy indziej. Za to On zamiast przyjść do mnie do szpitala. I w ogóle pilnować chatę lub zgłosić choć do ZNM, że jestem w szpitalu – zamieszkał u kolegi. Razem dopalacze cpali i chlali. I ani razu mnie nie odwiedził. Do tego co wartościowe wyniósł z mieszkania naszego. Byłam na bieżąco informowana o jego poczynaniach. Dotego jakieś ciule rozwaliły drzwi, a Damian o tym wiedział.

I TAK UPADAM JUŻ CAŁKIEM NA DNO PRZEZ NIEGO

Wychodzę ze szpitala-nie mam nic! Ani mieszkania, ani ciuchów. Dosłownie NIC!!!! CZEMU?
              Bo jak nie przebywasz w mieszkaniu ponad 2 tyg. masz obowiązek poinformować ZNM o tym. I do tego w tym właśnie czasie była kontrola z ZNM. Chodzila sprawdzać w jakim stanie są mieszkania. O czym Damian też wiedział. Już dawno dostaliśmy list od nich z informacją o kontroli. Lecz przecież nikt nie zgłosił, że jestem w szpitalu. Drzwi rozwalone były przez pewnie któryś sąsiadów. Ani najemcy głównego czyli mnie ani Damiana. Miał meldunek. I sąsiedzi nas długo nie widzieli. To zaplombowali chate. Wszystko co w niej było wywieźli na smietnisko. I umowy nie przedłuzyli.
Także zostałam znów bezdomna. I to bez choćby jakiejś odzieży itp. Więc stwierdziłam, że tego już za wiele. I powiedziałam koniec Damianowi. Nie dość, że nie interesował się mną jak byłam w szpitalu. To do tego chate przetracil. A sam w najlepsze u kolegi sobie mieszkał.
I tak się tulalam. Wpierw chwile byłam u Matki. Lecz jej konkubentowi jak zwykle przeszkadzalam. A potem zamieszkalam na małym pokoiku u kolegi. Straszne to było. Bo to jeden mały pokój. A on nie dość, że pijak to do tego schizofremik. I to trwało ponad pół roku. Kolegę zamkneli na mies. do pudła.  Ja w tym czasie spotkałam Damiana, który nie miał gdzie się podziac. Bo mieli eksmisje. Jego cudowny kolega  poszedł mieszkac do swoich rodziców, a Damian na ulicę. I tu był mój błąd. Znów się zlitowalam i wzięłam go na ten pokoik. Znów go utrzymywalam. A on znów mnie bił, ponizal itp.

Wysiadalam psychicznie przez niego

Mało kłopotu było to jeszcze jak mój kolega wyszedł z puchy to i jemu eksmisje zrobili. Także znów i to z Damianem wyladowalam na ulicy. I wtedy poszliśmy mieszkać na pustostan do kumpla. I tu zaczęłam stawać się silniejsza. Bo był jeszcze Marek z, którym nadal mieszkam. On pokazal mi, że to nie ma sensu. Do tego bronił mnie. Wtedy powiedziałam dość. Tym bardziej, że zaczęłam poważniej chorować. A Damian zamiast mi pomóc chlal, bił i ponizal. A wtedy potrzebowalam pomocy. Też piłam, ale dla mnie zawsze były ważniejsze inne zprawy niż alkohol. Niestety dla niego to był priorytet. Więc już wtedy zaczęłam całkiem od niego się oddalać.

I tu Damian trafia do szpitala.Już pisałam o tym….

                Walczę o niego, jestem przy nim. Lecz wiem, że już mnie z nim nic nie laczy. Już nie boję się samotności. Coś we mnie umiera. Miłość może nie. Lecz nadzieja, że on się zmieni. I nagle czuję, że w końcu mogę odejść. Zostawić go… Czuję, że moje życie zaczyna się od nowa. Tym bardziej, że przeszłam piekło z moimi chorobami. To daje mi do zrozumienia to, że to jest MOJE życie. I moje szczęście zależy m. in od tego jak postapie. Pomimo to dalej jestem przy nim. Bo nie potrafię w takim stanie i w takiej sytuacji w jakiej on się znalazł – zostawić go na pastwe losu. I nie pomóc.
Nie żałuję tych dni w szpitalu przy nim. A ni nic zwiazanego z tym. Warto było walczyć o człowieka pomimo wszystko…. Tylko szkoda, że on pomimo iż dostał drugie życie nie potrafi tego docenić. I je marnuje, ale jest dorosły i wolny. Niech postępuje jak chce.

MOJA ROLA W JEGO ŻYCIU JUŻ SIĘ SKOŃCZYŁA. TERAZ JESTEM WOLNA. DOŚWIADCZONA. I JUŻ NIGDY NIE POZWOLĘ SOBIE NA TO BY KTOŚ MNIE TAK TRAKTOWAŁ.

Zapraszam na inne moje blogi:

Wedkarstwo z pasją

Radosc zycia i hobby

Psychologia i pomoc

Obrazek tyt. z Internetu

4 komentarze

  • Anka Lipka

    No takich to wiele.Jak trudno od nich odejsc.Tez to przechodzilam 9 lat.Też w końcu powiedzialam dosyc.Trudne to było ale udało się.Lecz bardzo duuuzo mnie to kosztowalo…pozdro!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: